poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Rozdział 1: Tramwaj, od niego wszystko się zaczęło.

Edytowano: 11.08.2014

   Trójmiasto, policentryczny ośrodek metropolitalny położony na północy Polski. Obecnie złożony  z miast takich jak Gdańsk, Sopot, Gdynia. Wchodzi ono w skład konurbacji Gdańskiej, która jest jednym z dwóch położonych na terenie kraju. Trójmiasto posiada wiele publicznych i prywatnych uczelni wyższych. Działają tu firmy z branży zarówno stoczniowych (Stocznia Gdańsk, Stocznia Remontowa, Stocznia Crist i wiele innych), IT (np. Intel, Ivona Software), bankowych (Nordea). Obecnie w Trójmieście żyje ok. 750 tysięcy ludzi.
  Aby obsłużyć taki przepływ ludności za równo wewnątrz i na zewnątrz położonych tu miast, stworzono ogromny układ ulic, dwie obwodnice, lotnisko w Rębiechowie oraz uruchomiono wszelkie dostępne środki komunikacji miejskiej w tym: Szybką Kolej Miejską, Pomorską Kolej Metropolitalną, trolejbusy, autobusy oraz tramwaje. Właśnie w ostatnim typie pojazdu nastąpił początek czegoś nowego, czego jeszcze znany nam świat nie doświadczył. Oczywiście wtedy jeszcze nic nie zwiastowało tego, co miało nadejść w niedalekiej przyszłości.

   Oto tym wyjątkowym tramwajem podróżował Paweł, dziewiętnastoletni mężczyzna zamieszkały w gdańskiej dzielnicy Nowy Port. Był to człowiek nieśmiały, zamknięty w sobie. Miał tylko kilkoro znajomych, w tym jednego przyjaciela. Od jakiś kilku lat wszystko leciało mu na głowę i gdy coś, choć na chwilę było na dobrej drodze, wkrótce i tak wykolejało się i uderzało w ogromny mur. Piątek niestety należał do tych dni, właśnie wtedy wracał on z dzielnicy Wrzeszcz, gdzie po raz kolejny doznał on przyjemność doświadczyć kolejnego w tym tygodniu spotkania, które nie poszło po jego myśli. Nie był z tego faktu zadowolony, ba, był wściekły. Stracił on ostatni powód do egzystowania w tym świecie, którego tak na prawdę nienawidził. Nie mógł nadążyć nad jego tempem i brutalnością, nie chciał żyć w miejscu gdzie mało jest miejsca na uczucia, a takich ludzi jak on się miesza z błotem.

   Tramwaj dla niego był odpowiednim miejscem, obok lasów, do analizy całego życia, życia do którego chciał bezskutecznie kogoś wciągnąć. Bardzo często robił to, ponieważ identycznie często dostawał przysłowiowego kopa. Obecnie jechał tramwajem typu Dortmund, na linii nr 5, która zmierzała w kierunku jego miejsca zamieszkania, oczywiście do Nowego Portu. W rzeczywistości składem był Duwag N8C, a ksywkę Dortmund otrzymał od motorniczych i lokalnych sympatyków komunikacji miejskiej. Pochodziła ona od niemieckiego miasta, w którym do niedawna tego typu pojazdy jeszcze kursowały.
Zanim do niego wsiadł, czekał on na tramwaj na przystanku Miszewskiego. Chłopak był ubrany w czarną zimową kurtkę, ponieważ na początku lutego panowały tu dziesięciostopniowe mrozy. Związku z godzinami popołudniowymi, musiał do podróży z jednego miejsca do drugiego wliczyć spore opóźnienia. Gdy mógł wejść spokojnym krokiem do środka, wsiadł do członu C. Zasiadł w środkowej części tramwaju, która w większości była przystosowana dla osób niepełnosprawnych. Jego miejscem była pozostałą część wysokopodłogową, z której mógł obserwować większość część tramwaju oraz krajobrazy migoczące szybkim tempem, co chwilę za szybami.
Gdy tramwaj podjechał na przystanek o nazwie Wyspiańskiego, do pojazdu wsiadła starsza kobieta. Usiadła ona w strefie niskiej podłogi, odwrócona do niego plecami.
Motorniczy zamknął drzwi, które wydały piszczący dźwięk ostrzegający pasażerów przed niebezpieczeństwem przy kleszczenia przez ten element pojazdu.. Gdy tylko delikatnie ruszył w stronę Brzeźna, system informacji pasażerskiej w wydaniu syntezatora mowy firmy Ivona wydał komunikat o następnym przystanku, Reja.

   Gdy tylko dojechał w docelowe miejsce, do pojazdu wsiadło kilku młodych ludzi, którzy na swojej głowie nie posiadali praktycznie żadnych włosów, a spod kurtek wystawały im charakterystyczne kaptury, znane w większości dużych polskich miast. Dla mieszkańsca ośrodka miejskiego byli znani jako "dresi", wyrzutki wielkich osiedli mieszkaniowych. Większości kojarzyli się z "debilami", którzy lansowali się swoją głupotą, a uważali siebie za zajebistych ludzi, którzy nie mają przeciw siebie godnego przeciwnika. W tym przypadku stereotypy były zgodne z prawdą.
   Na samym początku niewinnie wyglądającej historii, celowo stali w drzwiach, aby zainstalowana w nich fotokomórka nie zezwoliła na zamknięcie drzwi przez prowadzącego pojazd. Gdy łaskawie zmienili swoje położenie po kilkukrotnym włączeniu w systemie nagłośnieniowym komunikatu ostrzegającego "Proszę odsunąć się od drzwi", drzwi w tramwaju mogły zostać zamknięte. Ruszył on w kierunku kolejnego punktu na trasie, przystanku Kościuszki. Na początku Paweł nie zdawał sobie sprawy, że ci źle wychowani ludzie sprawią duże kłopoty i tak łatwo nie wróci do domu.
Na kolejnym przystanku dosiadł się ich znajomy. Był to mocno umięśniony mężczyzna w wieku około dwudziestu kilku lat. Na policzku miał podłużną bliznę, która w jego przypadku mogłabyć zostać pozostawiona tylko i wyłącznie po nożu.

   Tym razem motorniczy bezproblemowo zamknął drzwi tramwaju i ruszył w dalszą trasę. W tym czasie młodzi, łysi ludzie podeszli do staruszki i zaczęli wyrwać jej torebkę. W tramwaju oprócz sześciu ludzi i motorniczego były jeszcze tylko dwie osoby, które widząc całą sytuację odwrócili wzrok w przeciwnym kierunku, pozostając obojętnym na los starszej pani. Wyjątkiem był Paweł, który nie zważając na swoje bezpieczeństwo, wstał ze swojego krzesła, zdjął z uszu słuchawki marki Philips, które razem z plecakiem odłożył w wolną przestrzeń pojazdu i podszedł do nich. Dziś nie miał nic do stracenia.

- Zostawcie tą kobietę w spokoju! - Krzyknął do nich dziewiętnastolatek, który miał szczupłą sylwetkę i 180 cm wzrostu. Spojrzenie, które skierował ich kierunku, z jego niebieskich oczu, a także i jego sylwetka nie zrobiła większego wrażenia na oprawcach starszej kobiety. Jeden z nich zaczął się śmiać.
- Chcesz mieć szczylu problem? Jeśli nie, to usiądź na miejsce tak jak inni. - Chłopak w tym momencie chciał uderzyć "dresa" prosto w nos, jednak jego cios został zablokowany. Został on złapany przez dwóch z nich, a następnie przerzucony na drugi koniec tramwaju, mocno uderzając głową o poręcz. Nie zwracając uwagi na ból, szybko wrócił na miejsce skąd został wyrzucony. W między czasie tramwaj nie wiedzieć czemu nie zatrzymał się na przystanku Kolonia Uroda i jechał dalej.
- Zostawicie ją, czy nie?! - Ponownie wystosował swoją prośbę w kierunku bandytów.
- A może Ty w końcu nas zostawisz, chyba że chcesz, abyś pożegnał się ze swoimi tandetnymi słuchawkami. - Paweł widząc, jak jeden z czterech napastników trzymał jego słuchawki, wpadł w wir groźnych i niespotykanych dotychczas u niego emocji. Ogarnęła go złość i frustracja. Muzyka, w tym słuchawki były dla niego świętością, jedyną która dla niego jeszcze została na tym świecie.
Pojazd mijał w tej chwili zajezdnię autobusową na Hallera i pomimo niedawnego remontu trasy prowadzącej do Brzeźna, w tramwaju zaczęło migać światło, a jego prędkość wzrosła. Chcąc wykorzystać chwilową nieuwagę młodych ludzi oraz współpasażerów, chłopak w ułamku sekundy podbiegł do drzwi, gdzie za pomocą dźwigni z umieszczonym na niej "Hamulec Awaryjny", zaciągnął hamulce szynowe. Oprawcy poobijani wylądowali na podłodze, a on sam ledwo mógł ustać na nogach. Spojrzał mimochodem po wnętrzu pojazdu szynowego i dostrzegł skulonych współpasażerów. Na chwilę odwrócił wzrok od oprawców, co mogło mieć dla niego negatywne skutki.
W pewnym momencie do jego uszu dotarł jeden krzyk: Uważaj!
   W ułamku sekundy jeden z napastników szybko podbiegł w stronę wybawiciela starszej kobiety, w celu zadania ciosu nożem wędkarskim. Dzięki ostrzeżeniu, chłopak mógł go w porę zauważyć i rzucić się na podłogę. Nie wystarczyło to jednak i został zraniony poważnie w ramie. Mimo krwotoku, wyjątkowo nie stracił zimnej krwi i bez problemów wstał z ziemi. Nie wiedząc co dokładnie dalej robi, złapał za rękę kata i ją wykręcił. W całym tramwaju można było usłyszeć tylko krzyk "dresa" oraz dźwięk upadającego zakrwawionego noża. Kolejny z rzezimieszków próbował ratować swojego kolegę, lecz został on przez krwawiącego chłopaka złapany i wyrzucony przez okno z pojazdu. Reszta widząc rzeź, której w tej chwili byli świadkami, wypchnęła na zewnątrz drzwi tramwaju i postanowiła zbiec z miejsca rabunku. Mieli oni ułatwione zadanie, ponieważ w okolicy były ogródki działkowe, przez które oddalili się wraz z rannymi kolegami w kierunku Letnicy.

   Paweł obserwował przez chwilę okolice, w którą popędzili oprawcy i będąc pewny, że nie wrócą, instynktownie ruszył w kierunku kabiny motorniczego. Gdy tylko do niej dotarł, wyciągnął z niej prowadzącego pojazd. Położył go na podłodze tramwaju i nadał sygnał SOS. Następnie rozpoczął reanimację starszego już człowieka.
Motorniczy, gdy tylko zobaczył na kamerach bójkę, prawdopodobnie dostał zawału i niefortunnie upadł na czuwak, dzięki któremu tramwaj jechał dalej. Paweł wchodząc do kabiny, nie zauważył jak przed tramwajem o nr bocznym 1130 stał samochód osobowy z kobietą i dwójką dzieci w środku. Gdyby nie hamowanie awaryjne, które Paweł wywołał, samochód zostałby zgniecony na skrzyżowaniu Al. Hallera i ulicy Czarny Dwór , a sam tramwaj uległby wykolejeniu na zwrotnicy, najprawdopodobniej uderzając w słup trakcyjny.

   Po pięciu minutach do miejsca zdarzenia przyjechał nadzór ruchu, który od chłopaka przejął akcję reanimacyjną, a raczej ją dokończył, ponieważ po chwili motorniczemu wróciło krążenie i gdy przy pojeździe znalazły się dwie karetki z pobliskiego pogotowia, odzyskał na chwilę przytomność. Paweł z odległości kilku metrów obserwował dalszy rozwój wypadków.
Nagle poczuł jak jego nogi zaczynają odmawiać posłuszeństwa, a przed oczami widzi czarne plamy. Dostrzegł kątem oka olbrzymią plamę krwi na lewym ramieniu. Rana, która została mu zadana w czasie napadu, powiększyła swoje rozmiary podczas walki i reanimacji motorniczego. Nie minęła nawet chwila, a Paweł leciał z drzwi pojazdu, tracąc jednocześnie przytomność przez nikogo nie będąc zauważonym i uderzając głową w krawężnik.

~*~
   Izba przyjęć szpitala na gdańskiej Zaspie tego dnia nie była oblężona mocno przez poszkodowanych, więc półprzytomny chłopak został bardzo szybko zbadany i podłączony do kroplówki. Pobrali od niego próbkę krwi, a następnie po jej przebadaniu podali mu odpowiednie dwie jednostki krwi. Wokół niego kręciło się kilkoro lekarzy i pielęgniarek. W między czasie uzupełniania krwi w organizmie Pawła, jedna z nich zdjęła opatrunek założony na jego ramieniu, a lekarz będący obok wziął do rąk narzędzia chirurgiczne i zaczął ją zszywać. Gdyby chłopak był bardziej świadomy, od razu straciłby przytomność, której obecnie praktycznie nie miał. Po zabiegu został zawieziony z gabinetu zabiegowego do sali szpitalnej. Po kilku godzinach przyszedł do niego lekarz prowadzący, aby porozmawiać o jego stanie zdrowia.

- Witam Panie Pawle. - powiedział lekarz, biorąc od razu kartę pacjenta z łóżka. - Widzę, że nie gorączkuje Pan, wyniki są w normie. Za godzinę mogę z czystym sumieniem cię wypisać.
- To chyba dobrze, mam już dość. Ciężki dzień mam za sobą i chcę go zakończyć.
- Ciężki to mało powiedziane, co? Miałeś dziś podwójne szczęście. Po pierwsze oprawca nie przeciął Ci tętnicy, choć zabrakło kilku centymetrów.
- A po drugie?
- Walcząc, a później ratując człowieka, sam siebie niemal doprowadziłeś do stanu zagrażającemu życiu. Mogę zrozumieć samoobronę, ale ratować później człowieka za cenę własnego życia?
- To był mój obowiązek, z resztą moja egzystencja tutaj jest nic nie warta i nie mam co stracić.
- Nie jesteś jeszcze niczego świadom. Twoje życie jest cenne, tylko jeszcze tego nie wiesz.
- Teraz to ja Pana nie rozumiem, co ma Pan na myśli?
- Dowiesz się w swoim czasie. - rzekł lekarz odchodząc od łóżka i idąc w kierunku drzwi. - Nie jesteś jeszcze gotowy na to co Cię otacza i Cię otoczy przy najbliższej okazji. A propo: Twój ciężki dzień nie zniknie, wychodząc z tej sali. Przed tobą kolejna rozmowa, tym razem na komisariacie.
- Co? - Zanim Paweł to powiedział, lekarz już zniknął za framugą drzwi, aby zostawić go samego podłączonego do kroplówki wzmacniającej jego organizm, w pustej sali szpitalnej.

___
Cześć. Rozdział napisany, myślę że jest za krótki. Co do jakości, nie chcę jej oceniać, chcę abyście to Wy moją pracę ocenili. Piszę dla Was i chcę to robić przynajmniej poprawnie.

Jak widzicie, rozdział ten już różni się od swego odpowiednika na innym blogu. Pytanie do czytelników NMG: Która wersja lepsza.

Będę wdzięczny za komentarze.
Ale jaki ja jestem, zapomniałbym pozdrowić Pauliny i Kasi z południa Polski. Dzięki, że jesteście :)

Pozdrawiam
PS. Odstawiony tramwaj w zajezdni po wypadku ;)





2 komentarze:

  1. Hej!
    Bardzo ciekawy rozdział, już niedugo nadrobię następne, szkoda, że już skonczyłeś tego bloga :/ Piszesz jeszcze coś może? :D
    Pozdrawiam,
    Juliet

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten właśnie nadal trwa, to niesamowity-mix-gatunkow.blogspot.com jest zakończony :)
      Oprócz tego nie piszę innych opowiadań, ale prowadzę jeszcze trochę innych rzeczy (więcej info w zakładce Kontakt).

      Usuń