piątek, 25 lipca 2014

Rozdział 5: Szpital Wojewódzki

- Czemu musimy być wysyłani na jakieś zadupia? Czy choć ten jeden raz nie możemy mieć spokojnego dyżuru?
- Mam nadzieję, że znów ktoś z nas jaj nie robi i nie będziemy szukać kogoś bez celu.
- Gdańsk 5, Gdańsk 5. Zgłoś się! - Rozmowę przerwał głos pochodzący z głośnika wbudowanego w CB Radio.
- Gdańsk 5 melduje odbiór.
- Czy znaleźliście już poszkodowanego?
- Nie, jeszcze nie. Szukamy nadal. Jest ciemno i ledwo co widzimy. Nie wiem czemu, ale nasze reflektory nie dają rady. Gdyby to zgłoszenie było kolejnym żartem, to osobiście zacznę szukać tego debila i ze skóry go obedrę!
- Stary, hamuj!
- Gdańsk 5, czy wszystko w porządku?
- Tak. Znaleźliśmy poszkodowanego.
- Jak znaleźliście go, to już wysiadać z karetki i przywieść mi tu go do Wojewódzkiego natychmiast!
- Oczywiście, bez odbioru.
- O co mu chodziło?
- Nie wiem, jakiś dzisiaj dziwny. Pierwszy raz słyszę go poddenerwowanego.
- Ej! - Odezwał się wśród ciemności głos trzeciego sanitariusza, który wysiadł z części sanitarnej wozu. - Nie gadać mi tu, tylko chodźcie mi pomóc. Zobaczcie!
- O cholera!
- On jeszcze żyje?
- Pożyje jeszcze trochę, jeśli go przeniesiemy do wozu. Raz, raz!
- A co z nimi? - Kierowca wskazał na dwie dziewczyny, które były kawałek dalej od ekipy ratowniczej
- Nic im nie jest, z resztą jedzie drugi zespół z Gdańska wraz z policją. A teraz śmigamy na Nowe Ogrody! Tylko ostrożnie po tych wertepach.

~*~
Szpital Wojewódzki, godzina 8:00

Zespół lekarzy po ciężkiej, kilkugodzinnej operacji opuścił salę operacyjną. Weszli oni na długi, niezbyt jasny szpitalny korytarz. Gdzieniegdzie mrugały lampy odpowiedzialne za oświetlenie tego pomieszczenia. Było ono praktycznie puste, gdyby nie siedząca na jego końcu kobieta. Była to brunetka, wieku około 25 lat. Jej wzrost sięgał około metra i siedemdziesięciu centymetrów. Do chwili gdy lekarze pojawili się na korytarzu, spała ona z opartą głową na obudowie grzejnika, który był obok niej. Teraz jednak wstała nagle i swój wzrok skierowała w stronę zespołu medycznego. Z pośród kilku lekarzy wyszedł na przeciw niej jeden z nich i podszedł do kobiety.
- Czy mam przyjemność z panią Kornelią Gostkowską?
- Tak. Jestem siostrą Pawła. Czy poinformuje mnie pan w końcu co spotkało mojego brata i w jakim jest stanie?!
- Oczywiście, zapraszam do mojego gabinetu. - Lekarz o imieniu Zenon był ordynatorem Szpitala Wojewódzkiego im. Kopernika w Gdańsku. Zaprosił kobietę do swego gabinetu, ponieważ chciał usiąść wygodnie na swym starym fotelu, aby pomału zacząć odpoczywać po ciężkiej operacji. Gdy weszli do pomieszczenia, ordynator poprosił aby kobieta usiadła na krześle, które było naprzeciw jego biurka. Gdy usiadł on na swój fotel, zaczął mówić dalej.
- Pani brat jest w stanie krytycznym. Zrobiliśmy wszystko co w naszej mocy. Podjęliśmy bardzo wysokie ryzyko podczas wykonywania operacji. Przypadek pani brata jest bardzo rzadko spotykany. Takiego urazu wielonarządowego jeszcze nie widziałem. To cud, że zdołaliśmy go przynajmniej do tej chwili uratować.
- Ale jak do tego doszło? - Kobieta w tym miejscu wybuchła płaczem.
- Z tego co przekazał mi zespół ratowniczy to pani brat został zaatakowany przez zwierzę, którego gatunku nikt nie rozpoznał.
- Czy on prze, prze....? - Siostra Pawła nie mogła dopuścić do swojej świadomości faktu nikłych szans na przeżycie brata. Nie licząc swoich dzieci i męża, nie miała już nikogo. Jej relacje z nim były idealne i traktowała go trochę po macierzyńsku. Zawsze o niego dbała i pomagała jak tylko mogła. Dalsza i bliższa rodzina zapomniała o nich już po śmierci ojca.
- Niestety nie mogę tego obiecać. Przypadek pani brata jest ekstremalnie ciężki i tak jak mówiłem wcześniej, zrobiliśmy wszystko to na co pozwala medycyna. Decydujące będą najbliższe doby. Czy pani jest sama? W takim stanie ktoś przy pani powinien być.
- Za chwilę przyjedzie tu mój mąż.
- W takim razie proszę pojechać do domu.
- Ale...
- Nie ma żadnego ale. Pani będąc tu panu Pawłowi nie pomoże, a sama może wpędzić siebie w kłopoty zdrowotne. Jakby coś uległo zmianie, osobiście zadzwonię do pani.
- No dobrze. - odpowiedziała kobieta, wycierając dłonią wyciekające z oczodołów łzy.
- O jeszcze jedno panią bym prosił. Proszę być dobrej myśli. Nadzieja umiera ostatnia.
Po tej emocjonującej rozmowie lekarz wyprowadził siostrę z gabinetu i oddał ją w ręce męża, który czekał już na nią na szpitalnym korytarzu, a następnie odprowadził ich wzrokiem do czasu jak obydwoje znikli w odmętach starej, szpitalnej windy.

~*~
Dzień później.
Na ulicach Gdańska w tym dniu było wyjątkowo pusto. Słońce swymi smugami przebiło chmury i długie promienie padły na Ziemię, oświetlając wszystko to co było po drodze. Wpadało do mieszkań, pustych instytucji i firm. W tym dniu była niedziela. Jedna ze smug słonecznych wpadła do mieszkania Kornelii Gostkowskiej, która obecnie spała przy stole. Od czasu gdy jej brat miał wypadek, nie mogła spać, jednak godzinę temu jej organizm nie wytrzymał i w końcu pozwolił jej usnąć.
Druga fala promieni światła wysłana przez gwiazdę centralną Układu Słonecznego wpadła do sali szpitalnej, w której leżał Paweł. Gdyby tylko ktoś zobaczył go podłączonego do większości aparatur, które można spotkać w szpitalach, zauważyłby bez problemu jak jego organizm był wycieńczony i gdyby nie to maszynowe wspomaganie płuc, serca oraz nerek, dawno go już nie byłoby wśród żywych. Ta biedna, chuda sylwetka leżąc na szpitalnym łóżku była cieniem cienia, którym był już przed tym przykrym zdarzeniem. Któż by pomyślał, że ten chłopak mógł spaść jeszcze niżej. Teraz nawet lekarze nie potrafili określić czy przeżyje.

O godzinie siódmej rano ordynator szpitala robiąc codzienny obchód, wszedł do sali w której leżał chłopak. Podszedł do jego łóżka i spojrzał na ekran urządzenia kontrolujący stan jego funkcji życiowych. Gdy tylko zobaczył wyświetlane parametry podstawowe, w jego oku można było dostrzec błysk. Za pomocą dotykowego panelu zaczął przeglądać kolejne informacje na temat stanu nerek, wątroby oraz serca. Wszystkie powyższe parametry wskazywały stabilizację pracy wszystkich organów. Po analizie informacji zawartych w urządzeniu, lekarz przeszedł do badania samego ciała. Odsunął pościel przykrywającą chłopaka na wysokość pasa, a następnie używając stetoskopu zaczął nasłuchiwać rytm bicia serca chłopaka. Gdy ordynator dokonywał badania, miał dziwny wyraz twarzy. Można było z niego odczytać spokój, harmonię, jak bicie serca było dla niego rozkoszą.
Po kilku minutach nagle odłożył stetoskop, a po chwili w drzwiach stanęła pielęgniarka. Była to kobieta po trzydziestce. Jej sylwetka była szczupła, a blond włosy dodawały jej uroku. Weszła ostrożnie do pomieszczenia i spojrzała na chłopaka.
- Taki młody, a już doświadczony przez los. Doktorze, jaki jest jego stan?
- Ciężki, ale stabilny. - Odparł ordynator pielęgniarce, pokazując przy okazji rany zadane przez zwierzę. Od tych zdarzeń nie minęło jeszcze 48 godzin. - Pani Kasiu, niech tu pani spojrzy.
- Widzę, że rany już się goją. Widać, że jego organizm jest silny.
- Czemu tak Pani myśli?
- Proces gojenia bardzo szybko przebiega. Jeszcze nigdy nie widziałam, aby 24 godziny po operacji rany zaczęły zanikać.
- Pani Kasiu, pani jest jeszcze młoda i wielu rzeczy jeszcze pani nie widziała.
- Siedem lat już jestem w zawodzie, ale w porównaniu do pana, to rzeczywiście nie jest dużo.
- Ten przypadek pokazuje, że dużo jeszcze przed nami, niezależnie od doświadczenia. Nie ma co dalej rozmyślać, tylko trzeba kontynuować obchód. Zapraszam. - Rzekł lekarz i wraz z pielęgniarką wyszli z sali idąc do kolejnych pacjentów.

Gdy minęła godzina 22:00 i miasto wraz z szpitalem zamarło prawie totalnie, do sali w której leżał Paweł wszedł ordynator wraz z dziewczyną. Podeszli do chłopaka i odłączyli go od aparatury.
- On jest w takim stanie, że nie potrzebuje już tego ustrojstwa?
- Tak. Z resztą tak jak Ci mówiłem, to na pewno jest ten co o nim mówiłaś. Potwierdza to bardzo szybka regeneracja, która występuje u takich stworzeń.
- Mam nadzieję, że nikt nas nie nakryje?
- Nie ma szans, tu nikt o tej godzinie nie przebywa, z resztą wejście jest tylko od jednej strony, a my zjedziemy windą towarową do piwnicy.
- Mam nadzieję, gdybyś mnie zawiódł to wiesz.
- Plan jest doskonały, wszystko pójdzie gładko. Trzy dni wystarczą, a później gdy nadejdzie odpowiednia chwila to będziesz na wygranej pozycji. - Będąc już w windzie zjechali nią na poziom oznaczony -3 i po chwili dotarli już do wyznaczonego miejsca.

~*~
- Cholera, już nie mogę, nie dam rady. - Rzekł Paweł, próbując zatamować krwotok, niestety nic już to nie pomagało. Co to jest?!
- Cześć. - Odpowiedziała postać, która do niego podeszła. Związku z upływem krwi prawie jej nie widział.
- Co, potrafisz gadać?!
- Wow, to na prawdę coś wielkiego?
- Nie? - Odpowiedział niepewnie chłopak, tracąc coraz bardziej siły. - Z resztą, zabij mnie! No już, czemu mnie jeszcze nie zabijasz?
- Nie zabiję cię.
- Jak to mnie nie zabijesz? Czym ty jesteś, co?
- Tobą.

--------------------------

Cześć.
Przepraszam za taką zwłokę, ale brakowało mi czasu. Niestety sesja + praca zrobiły swoje w czerwcu, a w lipcu też nie było czasu. Na szczęście w firmie jest okres urlopowy i nic ciekawego się teraz nie dzieje, więc jestem. Rozdział krótki, ale taki miał być. Następne będą dłuższe, z resztą od teraz chcę każdy rozdział najpierw rozpisać wątkami, które później rozpiszę.

Dobra, nie będę się rozpisywał i Was zanudzał.
Następny rozdział postaram się za tydzień opublikować :)



PS. Na koniec zdjęcie przedstawiające szpital wojewódzki

10 komentarzy:

  1. Witam serdecznie!

    Uprzejmie informuję, że niniejszy blog został uwzględniony w minibadaniu poświęconym zagadnieniu trudności języka używanego w amatorskich utworach literackich. Wyniki oraz szczegóły dostępne są na stronie marszkuswiatlosci.wordpress.com.

    Kłaniam się nisko i życzę wielu sukcesów na niwie twórczej,
    Waughin Jarth młodszy

    OdpowiedzUsuń
  2. ok zalozylam konto gogle wiec moge skomentowac...
    czytalam mixa ale ta wersja bardziej mi sie podoba. z reszta mixa przerwalam dawno temu. juz od pierwszego rozdzialu widac ze sie rozwinales. piszesz swietne opisy a dialogi wychodza ci coraz lepsze. jest troche bledow ale juz nie pamietam jakich i gdzie. fajnie ze utrzymujesz kontakt z czytelnikami.
    P.S. na twoim miejscu dodalabym opcje komentowania jako nazwa/adres URL. teraz tylko ograniczasz sobie liczbe komentarzy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście, zapomniałem odblokować tą opcję, ale już poprawiłem ;)

      Miło czytać pozytywne komentarze, ale zdaję sobie sprawę z błędów, które staram się eliminować. Cieszy mnie pozytywna opinia dotyczącą opisów, dialogów oraz kontaktu z czytelnikami, choć do tego ostatniego punktu szczerze nie wiem jak się przysłużyłem. Jakbyś mogła doprecyzować, to by było miło ;-)

      W ciągu kilku dni pojawi się kolejny rozdział, więc myślę że będzie jeszcze lepiej.

      Pozdrawiam :-)

      Usuń
    2. pod kazdym rozdzialem piszesz informacje od siebie dla czytelnikow, zachecacasz do czytania, przyznajesz sie do bledow, przepraszasz, dziekujesz, odpisujesz na komentarze czytelnikow (czego jestem dowodem ;D). niby niewiele, a naprawde tworzy przyjazna atmosfere ;) oby tak dalej

      Usuń
    3. Dla mnie to normalka i zazwyczaj blogerzy taki mechanizm stosują :), ale i tak dziękuję za docenienie ;)

      Usuń
    4. fakt, ale to i tak duzy plus

      Usuń
    5. Heh, dla mnie to minus. Widać za dużo blogów z opowieściami śledzę :)) przeprosiny można dać w pierwszym komentarzu, a jeszcze lepiej w osobnym wpisie: tylko nie "przepraszam, że nie piszę", a "co u mnie słychać" - za takie "cóś" byłby plusik.
      Poza kilkoma błędami typu "mi" zamiast "mnie" na początku zdania jest ogólnie w porządku.Sytuacja zaczyna się rozjaśniać. A.S.

      Usuń
    6. Myślałem, że błędów będzie więcej :)

      Usuń
  3. Dobra... To prawda jest przed czwarta w nocy... Ale o dziwo mysle mniej wiecej trzezwo i swiadomie, więc postanowilam w koncu walnac komentarz, chociaż znajac moj telefon nawet się on nie pokaze >.<

    Coz mowic.. Z mixa przeczytalam jeden rozdzial.. Dalej chociaż nie wiem jak mi się nudzilo nawet niestety nie ruszylam. Tymczasem przed trzecia wzielam się za to, no, kolo pierwszej nadrobilam wszystko, tak jak to czynila zawsze Nightmare a także moja wlasna korekta powytykalam niemal wszystkie bledy jakie znalazlam, masz to na gg i powodzenia w czytaniu.

    Czekam na kontynuacje, dosc ciekawie czytac to w nocy i poprawiac nawet jeśli jest to nieco ciezkie. Chodzi mi glownie o te opisy ulic, numery tramwajow etc. Etc. Dodaje to jednak pewnego klimatu do Twojego stylu pisania, nic więc się nie czepne xd

    Pozdrawiam, weny zycze!

    Syra C. E. Cailan
    Alias
    Archie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Syra, gdy dzisiaj wstałem rano z łóżka i spojrzałem na powiadomienia to prawie zawału dostałem :D
      A tak na serio to cieszę się, że przeczytałaś i powytykałaś mi błędów trochę, zwłaszcza z tym "koncie pokoju". Ten błąd wynika raczej z "zboczenia zawodowego" niż nieznajomości języka polskiego ;). Kąty kojarzą się mi z kontami domenowymi, lokalnymi, pocztowymi, administratorskimi, ftp-owymi, postfix-owymi itd :D.

      Dziękuję Ci za to, że spędziłaś 1,5 godziny, aby wypisać wszystkie błędy, a to co mi wytknęłaś poprawię przy najbliższej okazji :)
      Co do czepiania, to proszę, przyda się ;)

      Pozdrawiam

      Usuń