Kolejny dzień lipca nie zapowiadał się zbyt ciekawie. Nad Gdańskiem zawisły burzowe chmury, które wyjątkowo nie były obecne w innych częściach aglomeracji trójmiejskiej. Już od kilku godzin padał z nich deszcz, a ludzie którzy mogli pozostać w domach wygrzebywali z swoich zakątków pamięci powódź z 2001 roku, która zalała połowę miasta i zabrała domy wielu rodzinom. Na szczęście dzisiejszemu dniu było daleko do wydarzeń z przeszłości.
Wydawać by się mogło, że jedynym zmartwieniem ludzi jest dzisiejszy dzień, lecz nie dotyczyło to wszystkich. Wyjątkiem była Pani Skarpetowska. Kobietę trapiło zupełnie coś innego, ale nie dała po sobie tego poznać. Wczesnym rankiem przyszła do niej pani Krysia z kamienicy mieszczącej się na przeciwko niej, a dokładniej obok zajezdni tramwajowej. Znajoma Pani Skarpetowskiej w czasie dwugodzinnej pogadanki "o wszystkim i o niczym" nic niestandardowego nie wykryła i zwyczajnie poszła do swojego mieszkania.
Sąsiadka Pawła po porannej rozmowie wróciła myślami do osoby chłopaka mieszkającego obok niej. Po jego wczorajszym zachowaniu miała nieodparte wrażenie, że kiedyś już to przeżyła, było to coś podobnego do niedawnej przeszłości kobiety. Aby rozwiać wszelkie wątpliwości, które ją naszły, postanowiła otworzyć swój na co dzień dla nikogo niedostępny pokój.
Samo pomieszczenie nie różniłoby się od innych w tym mieszkaniu, gdyby nie jego nieskazitelność oraz zawartość. W porównaniu do pozostałych części lokum ściany były idealnie równo wycekolowane, a cienka warstwa czarnej farby nigdzie nie miała zamiaru odchodzić od swego podłoża. Gdyby nawet chciała to i tak nikt by tego faktu nie zauważył, ponieważ niemal w 80% była przykryta dębowymi półkami na których zostało poustawiane wiele książek. Nie były to jednak zwykłe książki, tylko grube księgi mające na karku co najmniej kilkadziesiąt lat.
Podłoga przykryta czarną wykładziną, a na niej w rzędach na sobie poustawiane kolejne książki. Dwa okna, które zostały umieszczone w tym pomieszczeniu były zasłonięte od zewnątrz roletami antywłamaniowymi, a funkcję światła zewnętrznego pełniła lampa halogenowa zawieszona na śnieżnobiałym suficie. W wolnej przestrzeni na środku pokoju stało dość mocno zużyte, czarne biurko. Składało ono się z kilkunastu szuflad, w których pochowane były pożółkłe zeszyty. W jedynej w tym biurku szafce schowana była czerwona, metalowa skrzynka, którą w tej chwili pani Skarpetowska z niej wyjęła. Ze skrytki w jednej z biurkowych szuflad wyciągnęła klucz, którym otworzyła tajemniczą skrzynkę. Przez dłuższą chwilę w bez ruchu trzymała album ze zdjęciami, lecz w końcu usiadła na krzesło i go otworzyła. Rozpoczęła przeglądać zdjęcia, które prawdopodobnie zostały wykonane w czasie największego konfliktu w dziejach ludzkości, czyli II wojny światowej. Z rozrzewnieniem wracała pamięcią do miejsc i sytuacji przedstawionych na starych fotografiach. Przypominała sobie czasy kiedy była wolontariuszką w oddziale Armii Krajowej. Z zakątków swojej pamięci wyciągała twarze tych wszystkich ludzi oraz ich umiejętności, które także i ona częściowo posiadła. W drugiej połowie konfliktu bardzo często brała udział w akcjach, choć miała tylko 17 lat. Wtedy wiek nie grał roli.
- Dość wspomnień. - Rzekła sama do siebie. - Czas wziąć się do pracy.
Przez dobre kilka godzin przeglądała każdą z dostępnych w jej pokoju ksiąg. Ewidentnie czegoś szukała. W między czasie pukała do mieszkania Pawła, jednak nikt nie otwierał. Wiedziała, że jest on w środku. Gdy z kolejnej próby wróciła do biurka, w jej oczy rzuciła się owinięta w biały papier książka. Nie była ona jednak podpisana. Staruszka niepewnie wzięła ją do ręki, odwinęła delikatnie papier i gdy otworzyła pierwszą stronę krzyknęła - Mam!
Zanim skończyła czytać jej najważniejszą część, na mieście ludzie pomału zaczęli wracać z pracy do domów.
~*~
Szpital Wojewódzki, tydzień przed wybudzeniem Pawła.
- Co ty dzisiaj taki nerwowy panie ordynatorze? - Zadała pytanie blondynka.
- Rodzina tego gnojka, a dokładniej jego upierdliwa siostra kręci się wokół niego.
- A co oni takiego robią, myślałam że masz wszystko pod kontrolą?
- Oczywiście, że mam! - Krzyknął lekarz.
- Ciszej, jeszcze ktoś nas usłyszy.
- Na szczęście nie ma szans. Dochodzi północ, a ta część szpitala jest o tej godzinie opustoszała. Co do jego siostry to ona by chciała go przenieść do Akademii Medycznej. Jeden z naszych lekarzy jest bratem synowej ich ciotki. Chłopak nie zdążył wyprostować do końca swoich spraw z mieszkaniem i ona ma obawy, że ciotka będzie chciała mu zaszkodzić.
- Co zmierzasz z tym zrobić? Chyba go nie wyrzucisz?
- Nie, ale za dwa dni przenosi się do AM-u.
- Awans?
- Powiedzmy. Teraz wsiadajmy do tej okropnej windy i róbmy to co mamy robić. A właśnie, co dziś będziemy robić?
- Nie wiem czy sens Ci to mówić, ponieważ dla ciebie będzie to co zwykle.
- A dla ciebie co to będzie?
- Ogromny skok w moich postępach!
~*~
Paweł gdy tylko wstał z łóżka pozasłaniał wszystkie okna, tworząc z mieszkania ciemnię. Nie mógł uwierzyć w to co zobaczył po obudzeniu się. Do dnia dzisiejszego miał cichą nadzieję, że to był tylko sen, a wypadek był tylko nieszczęśliwą okolicznością. Niestety te wszystkie zdarzenia, sny, wspomnienia układały się w wspólną całość. Całość, której nie chciał. Całość, która zmieniała jego życie.
Widząc po przebudzeniu pazury i oglądając w lustrze swój włochaty ogon nie był zdziwiony. Ta sytuacja go trochę przestraszyła, ale nie zaskoczyła, jakby ktoś go na to przygotował. Domyślał kto to, a raczej co, ale niestety to nie było jego problemem w dniu dzisiejszym. Akurat dziś jego zmartwieniem była sąsiadka, która co chwile do niego dzwoniła do drzwi.
- Czemu akurat dzisiaj? Nie mogła ode mnie coś chcieć wczoraj? - Zadawał sam sobie te pytania.
Chciał jakoś stąd się wydostać, ponieważ miał poczucie utraconej wolności, a jedyne co mógł zrobić to ją jeszcze bardziej ograniczyć przez zasłonięcie okien, zaryglowaniu drzwi. Rzeczą, która jako jedyna przychodziła mu na na myśl to czekanie na rozwój wydarzeń. Chciał tylko wytrzymać do końca dnia, aby pod osłoną nocy uciec z tej kamienicy, dzielnicy, a także miasta aby dla nikogo nie stwarzać zagrożenia.
Gdy po raz kolejny pani Skarpetowska próbowała dostać się do jego mieszkania, swoje możliwości pokazały jego uszy, które w ciągu kilku godzin wydłużyły się, przewyższając czubek głowy. Niestety dzwonek przez który dzwoniła staruszka doprowadzał do bólu u chłopaka, który miał ochotę krzyczeć, a nie mógł teraz tego zrobić. Nie mógł zdradzić swojego położenia, choć czuł że Pani Skarpetowska podejrzewała go o pobyt w swoim mieszkaniu, ponieważ w innym wypadku nie ponawiałaby swoich prób tak często.
Gdy sąsiadka poszła do swojego mieszkania, Paweł będąc w najbardziej skrajnym pokoju słyszał każdy jej krok, oddech, dźwięk mechanizmów które zamykały dostęp do mieszkania sąsiadki. Niestety dokuczały mu także dźwięki z zewnątrz: pisk kół tramwajów, ryk silników przejeżdżających aut i autobusów, szczekania psów oraz piski kociaków w oddalonym podwórku. Natłok dźwięków w każdej chwili był coraz większy, przez co chłopak miał poczucie, że zwariuje, aż w końcu rzucił się na podłogę, zakrywając rękoma najbardziej jak mógł swoje nowe uszy, a w zanadto czekał już na wyostrzenie zmysł węchu, później zmysł wzroku.
~*~
Marta lubiła przychodzić do swojej przyjaciółki Karoliny, ale w ciągu ostatniego miesiąca robiła to z coraz mniejszą ochotą. Kochała ją nad życie, skoczyłaby za nią w ogień, ale po wypadku tego chłopaka zachowywała się dziwnie. Na każdym spotkaniu wracała do wydarzeń z przed miesiąca. Próbowała za wszelką cenę przypomnieć co dokładnie Pawłowi się stało, ponieważ nie wiedzieć czemu oby dwie dziewczyny niczego nie zapamiętały i miały w pamięci białą plamę. Z każdym kolejnym widzeniem dziewczyna przedstawiała coraz bardziej absurdalne teorie, które według Marty są jeszcze gorsze od tych dotyczących zamachu na WTC ustawionego przez włądze USA oraz istnieniu Illuminatów lub Masonów. Nieraz miała ochotę walnąć swojej przyjaciółce, aby ta wróciła na ziemię. Może nie zrobiła tego, ponieważ za bardzo ją sobie ceniła. Z resztą przez ostatni miesiać siebie już też kilkukrotnie złapała na wierze w te brednie, jak ona sama często twierdziła.
Gdy tylko zobaczyła Karolinę na progu niewyróżniającego się w żaden sposób jednorodzinnego domu, zauważyła u niej ten złowieszczy uśmieszek, który dla niej oznaczał tylko jedno: nową teorię.
- Niech zgadnę, kolejną teorię wygrzebałaś z nie wiadomo skąd. - Powiedziała z wielką niechęcią w głosie.
- Marta, najpierw to byś się przywitała, a nie! - Skarciła ją Karolina.
- Czyżby Ujazdowska wróciła do normalności?
- Haha, chciałabyś. Trzeba udawać na zewnątrz normalną, aby działać skutecznie w konspiracji.
- A już myślałam, że wszystko wróciło do normy, że zapomnimy o tym chłopaku, o całym tym przykrym zdarzeniu. Niestety, ty nadal drążysz temat.
- Po pierwsze primo. - Mówiąc to spojrzała srogo na Martę. - Marudzisz, choć jeszcze nie wiesz o co chodzi.
- Ja już dobrze wiem o co.
- Po drugie primo: To co usłyszysz zwali Cię z nóg. - Marta chciała już coś powiedzieć, ale gdy tylko spojrzała na swoją przyjaciółkę, wolała póki co odpuścić.
- Po trzecie primo: Nie możemy o tym rozmawiać tutaj, tylko wchodzimy do środka. Na szczęście nikogo nie w domu i można spokojnie porozmawiać. Po czwarte: Wyłącz komórkę.
- Teraz to już całkiem zwariowałaś. Tobie powinni odciąć wszystkie możliwe łącza, abyś nie miała dostępu do tych głupot.
- Skomentuję krótko: Wchodź, nie marudź. No i najlepiej by było gdybyś wyjęła baterie.
- No zwariowała. - Chrząknęła dziewczyna i weszła do domu przyjaciółki.
W domu państwa Ujazdowskich tak samo jak na zewnątrz nie było widać przepychu. Budynek składał się z 5 pokoi, jednej kuchni i dwóch łazienek. Karolina swój pokój miała na poddaszu. Oprócz tego pomieszczenia, mieściła się tu także jedna z łazienek. Jej pokój, nie był może zbyt ogromny, ale spokojnie zmieściła tutaj małą garderobę, segment, duże łóżko, biurko oraz telewizor. Martę od zawsze zastanawiało po co jej przyjaciółce tak duże łóżko, Może było ono tak duże, aby zmieścić Karolinę oraz jej ciuchy. Nie była to dziewczyna, która przykładałaby jakąś wielką uwagę do porządku.
Gdy obydwie weszły do pomieszczenia, dziewczyna podeszła do okna i opierając się o parapet była wpatrzona w las, który był za jej oknem. Patrząc tak przez kilka dobrych chwil, rozmyślała jak rozpocząć, aby Marcie przekazać wiedzę, którą posiadła w ciągu zaledwie kilku dni. Nie łatwo przekazuje się informację, która mówi o istnieniu istot nadprzyrodzonych oraz o tym, że było się świadkiem połączenia dusz i nadaniu możliwości przemiany się w jedną z nich.
~*~
Na zegarach dochodziła godzina 18:00, a na zewnątrz pomimo pory roku jaką było lato , panowały egipskie ciemności. Te ciemności panowały także w mieszkaniu Pawła, choć on radził sobie z nimi dość dobrze. Nie było to nic dziwnego, ponieważ jego oczy przeszły już transformację i nie tylko one. Do kompletu dochodziły wcześniej już wspomniane uszy, a także nos, stopy składające się z przedłużonych palców na których chłopak mógł tylko stać, ogon oraz trochę sierści w okolicy brzucha. Jego wzrost uległ zwiększeniu poprzez wydłużone kończyny dolne oraz korpus. Tylko trochę mu brakowało, aby dotknąć rękoma sufit, który w tego typu kamienicach był dość wysoki.
Od około dwóch godzin jego ciało nie przechodziło dalszej transformacji, więc spokojnie mógł usiąść przed komputerem i tylko z małym trudem odpalić Google Maps. Zaczął pomału wytyczać drogę ucieczki z miasta. Miał tylko dwie drogi. Jedną z nich była ucieczka przez lasy na Stogach, z których mógł dostać się później do Przejazdowa. To rozwiązanie posiadało dwie wady: Chłopak musiałby dwa razy przepłynąć na drugi brzeg przez rzekę, a on nie umiał pływać. Drugim rozwiązaniem była ucieczka przez plażę do Gdynii, a stamtąd przez Trójmiejski Park Krajobrazowy pójście w dalszą drogę.
Z rozważań na temat wyboru wariantu ucieczki wyrwał go boleśnie dzwonek do drzwi. Postanowił do nich bliżej podejść.
~*~
- Ty na prawdę zwariowałaś. - Krzyczała na Karolinę Marta. - Ja myślałam, że poprzednie teorie były szalone, ale teraz przeszłaś samą siebie.
- To nie jest teoria, to jest prawda. Wszystko się zgadza. - Odpowiedziała przyjaciółce dziewczyna, patrząc na nią spode łba.
- Ty wiesz o czym Ty mówisz. Tamte poprzednie teorie były na swój sposób prawdopodobne.
- Ile razy mam ci powtarzać, że to nie jest teoria?!
- Jak tam uważasz, ale twierdzisz coś co nie istnieje w realnym życiu. Są to tylko historie z zacofanych czasów, którymi było średniowiecze oraz z porąbanych filmów.
- Marto, czy możesz dopuścić myśl, że to istnieje? Wiem, że jest Ci trudno przyswoić te fakty, ponieważ ja też miałam na początku wątpliwości. Nie mam już ich, ponieważ wszystko ułożyłam sobie do kupy. Wszystko jest tak jak tu napisali.
- Nie potrafię przyjąć tego do wiadomości. Skąd wytrzasnęłaś tą porąbaną książkę?
- Od koleżanki mojej kuzynki z Warszawy. Ona bardzo interesuje się takimi rzeczami i dzięki niej doszłam do prawdy o wiele szybciej niż sama bym to zrobiła.
- Już wciągnęłaś kolejną osobę. Jeszcze ktoś pomyśli, że zwariowałaś.
- Spokojnie, ona nic nie wie. Po prostu, coś tam na ściemniałam jej.
- Uff. Teraz lepiej mi powiedz co się niby zgadza z tym czymś.
- Po pierwsze takie osoby na samym początku nieświadomie luzują swoje zachowanie. Rozmawiałam z Michałem o Pawle i twierdzi on, że tego dnia pierwszy raz widział go tak wyluzowanego i bawiącego się. Doskonale komunikował się z innymi, co miał zawsze z tym jakiś problem.
- Ze mną jakoś tak nie potrafił. - Stwierdziła z rozczarowanie Marta.
- Akurat z tobą to ciężko cokolwiek. - Przewróciła oczyma. - Wracając: Jeśli człowiek dochodzi do miejsca w którym ma rozpocząć się walka, są zakłócenia w polu magnetycznym i nie tylko. Potwierdzają to wszystkie nasze urządzenia elektroniczne, które chwilę przed pustką w naszej pamięci przestały działać.
- A czemu nic z tego nie pamiętamy?
- Według tej książki, gdy jakimś cudem znajdą się w pobliżu jakieś osoby trzecie, nie pamiętają one zdarzenia.
- A obrażenia, które otrzymał ten chłopak. Kto je zadał.
- Jego brat bliźniak, w wilczej skórze, a raczej już duszy. Powiadania głoszą, że podczas narodzin dusza zostaje podzielona na pół i jedna trafia do ciała ludzkiego, a druga do zwierzęcia. Gdy jeden z braci umrze, to drugi właśnie go spotyka. Muszą oni stoczyć pomiędzy sobą walkę, aby ich dusze mogły ulec połączeniu. Aby do tego doszło, żyjący brat musi otrzeć się o śmierć.
- Im więcej mówisz, tym bardziej mam przeczucie że to nie jest prawdopodobne.
-Ja odnoszę inne wrażenie i wiem, że mam rację. Ostatnią rzeczą jest regeneracja. Paweł bardzo szybko się wygrzebał.
- Powiedzmy, że ci wierzę, choć nadal uważam, że zwariowałaś. Co zamierzasz z tą wiedzą zrobić?
- Chcę się z nim spotkać.
- Co?! - Marta, aż wstała z łóżka i patrzyła z niedowierzaniem na przyjaciółkę. Chcesz mu tak powiedzieć, od tak?
- Nie będzie tym zszokowany, może się zdziwić, że ja odkryłam jego sekret.
- Chcesz powiedzieć, że wie?
- Raczej tak, z tego co wyliczyłam to najpóźniej dzisiaj się dowiedział.
~*~
Paweł oparł się o drzwi wejściowe i nasłuchiwał. Za drzwiami stała sąsiadka i dzwoniła do jego mieszkania. Chłopak myślał, że zaraz wykituje od tego dźwięku. W pewnej chwili sąsiadka przestała dzwonić i nastała cisza. Paweł słyszał bicie swojego serca oraz serca swojej sąsiadki. Nagle sąsiadka zaczęła mówić w jego głowie:
- Paweł, wiem że tam jesteś. Wiem także czym teraz się stajesz. Proszę, otwórz drzwi.
- Skąd wiesz, że Paweł to ja, może to nie Paweł, tylko przypadkowa osoba.
- Nie wygłupiaj się. Myślisz, że to twój sekret i utrzymasz go od tak w tajemnicy. Myślisz, że będziesz tak żył, albo uciekniesz i sprawy nie będzie. Niestety nie da się tak, potrzebujesz pomocy, sam sobie rady nie dasz.
- A może ja tak chcę?
- Tu nie ma, że chcesz lub nie. Musisz, a przynajmniej do czasu ostatecznej transformacji. Otworzysz? - Paweł bez żadnego słowa, a bardziej myśli wstał z podłogi i ostrożnie otworzył drzwi, rozglądając się aby nikt oprócz sąsiadki go nie zobaczył.
- No widzisz, a teraz usiądziemy i cię wdrożę w nowy świat...
~*~
Las w Otominie, czas po ataku na Pawła.
Duch wilka stał przed chłopakiem, który leżąc na ziemi tracił przytomność, a wraz z nią dużą ilość krwi. Wiedzieli, że ich spotkanie dobiega końca i to co muszą załatwić to mają ostatnie chwile na to.
- Paweł, ostatnia rzecz zanim się złączymy. Z tego co wiem to o tobie bardzo szybko dowiedzą się trzy osoby. Nie ważne kto to będzie, ponieważ sam tego nie wiem, ale jest coś czego nie możesz zrobić.
- Co? - Zadał pytanie ostatkami sił chłopak.
- Nie możesz nikomu powiedzieć o naszej rozmowie. Nawet tej osobie, która odkryje oficjalnie prawdę. Ktoś ma wobec ciebie złe zamiary, a nasza rozmowa jest kluczem do drzwi którymi tą osobę wpuścimy, a następnie je za nią zamkniemy. Trzymajmy się naszej umowy, a wyjdziemy z tego cało.
- Ok. Czuję, że zaraz wykituje.
- To oznacza, że nadszedł czas abyśmy się złączyli. Do zobaczenia...
~*~
- Dawaj doktorku, róbmy co należy.
- Nie wiem do czego to służy.
- Nie zastanawiaj się, za to ci nie płacę kupę forsy. Ważne, aby to połączenie dwóch światów działało idealnie. Zdziwią się, że sekret dopiero uzyskany, będzie szybko rozgryziony przeze mnie.
-----------------------------------------------
W końcu udało mi się go napisać. Bardzo Was przepraszam za tak ogromną zwłokę, ale dużo się działo, a później przez pracę brakowało czasu. Na szczęście zmotywowałem się i dziś ten rozdział ukończyłem. Bardzo możliwe, że zawiera trochę błędów, ale je w ciągu kilku dni postaram się je wyłapać.
Podczas mojej nieobecności, zdążyłem złapać kilka ochrzanów z Waszej strony (słusznie), Google+ zmienił politykę nazw i mogłem zmienić nazwę profilu na ........ Była to ostatnia zmiana nazwy w mojej historii, a było ich chyba łącznie 5.
Co do rozdziału jeszcze: Zostawiłem sobie kilka furtek i teraz muszę się zastanowić jak je wykorzystać. Na szczęście to nie będzie zakłócać bodajże dwóch/trzech najbliższych rozdziałów.
Na koniec chciałbym jeszcze polecić http://w-blaskuksiezyca.blog.pl/. Może nie jest to opowiadanie wysokich lotów (mówi to ktoś, kto także takiego nie posiada :D), ale przyjemnie się czyta, a dziewczyna postępy robi :)
Pozdrawiam i jeszcze raz przepraszam za zwłokę.
Wydawać by się mogło, że jedynym zmartwieniem ludzi jest dzisiejszy dzień, lecz nie dotyczyło to wszystkich. Wyjątkiem była Pani Skarpetowska. Kobietę trapiło zupełnie coś innego, ale nie dała po sobie tego poznać. Wczesnym rankiem przyszła do niej pani Krysia z kamienicy mieszczącej się na przeciwko niej, a dokładniej obok zajezdni tramwajowej. Znajoma Pani Skarpetowskiej w czasie dwugodzinnej pogadanki "o wszystkim i o niczym" nic niestandardowego nie wykryła i zwyczajnie poszła do swojego mieszkania.
Sąsiadka Pawła po porannej rozmowie wróciła myślami do osoby chłopaka mieszkającego obok niej. Po jego wczorajszym zachowaniu miała nieodparte wrażenie, że kiedyś już to przeżyła, było to coś podobnego do niedawnej przeszłości kobiety. Aby rozwiać wszelkie wątpliwości, które ją naszły, postanowiła otworzyć swój na co dzień dla nikogo niedostępny pokój.
Samo pomieszczenie nie różniłoby się od innych w tym mieszkaniu, gdyby nie jego nieskazitelność oraz zawartość. W porównaniu do pozostałych części lokum ściany były idealnie równo wycekolowane, a cienka warstwa czarnej farby nigdzie nie miała zamiaru odchodzić od swego podłoża. Gdyby nawet chciała to i tak nikt by tego faktu nie zauważył, ponieważ niemal w 80% była przykryta dębowymi półkami na których zostało poustawiane wiele książek. Nie były to jednak zwykłe książki, tylko grube księgi mające na karku co najmniej kilkadziesiąt lat.
Podłoga przykryta czarną wykładziną, a na niej w rzędach na sobie poustawiane kolejne książki. Dwa okna, które zostały umieszczone w tym pomieszczeniu były zasłonięte od zewnątrz roletami antywłamaniowymi, a funkcję światła zewnętrznego pełniła lampa halogenowa zawieszona na śnieżnobiałym suficie. W wolnej przestrzeni na środku pokoju stało dość mocno zużyte, czarne biurko. Składało ono się z kilkunastu szuflad, w których pochowane były pożółkłe zeszyty. W jedynej w tym biurku szafce schowana była czerwona, metalowa skrzynka, którą w tej chwili pani Skarpetowska z niej wyjęła. Ze skrytki w jednej z biurkowych szuflad wyciągnęła klucz, którym otworzyła tajemniczą skrzynkę. Przez dłuższą chwilę w bez ruchu trzymała album ze zdjęciami, lecz w końcu usiadła na krzesło i go otworzyła. Rozpoczęła przeglądać zdjęcia, które prawdopodobnie zostały wykonane w czasie największego konfliktu w dziejach ludzkości, czyli II wojny światowej. Z rozrzewnieniem wracała pamięcią do miejsc i sytuacji przedstawionych na starych fotografiach. Przypominała sobie czasy kiedy była wolontariuszką w oddziale Armii Krajowej. Z zakątków swojej pamięci wyciągała twarze tych wszystkich ludzi oraz ich umiejętności, które także i ona częściowo posiadła. W drugiej połowie konfliktu bardzo często brała udział w akcjach, choć miała tylko 17 lat. Wtedy wiek nie grał roli.
- Dość wspomnień. - Rzekła sama do siebie. - Czas wziąć się do pracy.
Przez dobre kilka godzin przeglądała każdą z dostępnych w jej pokoju ksiąg. Ewidentnie czegoś szukała. W między czasie pukała do mieszkania Pawła, jednak nikt nie otwierał. Wiedziała, że jest on w środku. Gdy z kolejnej próby wróciła do biurka, w jej oczy rzuciła się owinięta w biały papier książka. Nie była ona jednak podpisana. Staruszka niepewnie wzięła ją do ręki, odwinęła delikatnie papier i gdy otworzyła pierwszą stronę krzyknęła - Mam!
Zanim skończyła czytać jej najważniejszą część, na mieście ludzie pomału zaczęli wracać z pracy do domów.
~*~
Szpital Wojewódzki, tydzień przed wybudzeniem Pawła.
- Co ty dzisiaj taki nerwowy panie ordynatorze? - Zadała pytanie blondynka.
- Rodzina tego gnojka, a dokładniej jego upierdliwa siostra kręci się wokół niego.
- A co oni takiego robią, myślałam że masz wszystko pod kontrolą?
- Oczywiście, że mam! - Krzyknął lekarz.
- Ciszej, jeszcze ktoś nas usłyszy.
- Na szczęście nie ma szans. Dochodzi północ, a ta część szpitala jest o tej godzinie opustoszała. Co do jego siostry to ona by chciała go przenieść do Akademii Medycznej. Jeden z naszych lekarzy jest bratem synowej ich ciotki. Chłopak nie zdążył wyprostować do końca swoich spraw z mieszkaniem i ona ma obawy, że ciotka będzie chciała mu zaszkodzić.
- Co zmierzasz z tym zrobić? Chyba go nie wyrzucisz?
- Nie, ale za dwa dni przenosi się do AM-u.
- Awans?
- Powiedzmy. Teraz wsiadajmy do tej okropnej windy i róbmy to co mamy robić. A właśnie, co dziś będziemy robić?
- Nie wiem czy sens Ci to mówić, ponieważ dla ciebie będzie to co zwykle.
- A dla ciebie co to będzie?
- Ogromny skok w moich postępach!
~*~
Paweł gdy tylko wstał z łóżka pozasłaniał wszystkie okna, tworząc z mieszkania ciemnię. Nie mógł uwierzyć w to co zobaczył po obudzeniu się. Do dnia dzisiejszego miał cichą nadzieję, że to był tylko sen, a wypadek był tylko nieszczęśliwą okolicznością. Niestety te wszystkie zdarzenia, sny, wspomnienia układały się w wspólną całość. Całość, której nie chciał. Całość, która zmieniała jego życie.
Widząc po przebudzeniu pazury i oglądając w lustrze swój włochaty ogon nie był zdziwiony. Ta sytuacja go trochę przestraszyła, ale nie zaskoczyła, jakby ktoś go na to przygotował. Domyślał kto to, a raczej co, ale niestety to nie było jego problemem w dniu dzisiejszym. Akurat dziś jego zmartwieniem była sąsiadka, która co chwile do niego dzwoniła do drzwi.
- Czemu akurat dzisiaj? Nie mogła ode mnie coś chcieć wczoraj? - Zadawał sam sobie te pytania.
Chciał jakoś stąd się wydostać, ponieważ miał poczucie utraconej wolności, a jedyne co mógł zrobić to ją jeszcze bardziej ograniczyć przez zasłonięcie okien, zaryglowaniu drzwi. Rzeczą, która jako jedyna przychodziła mu na na myśl to czekanie na rozwój wydarzeń. Chciał tylko wytrzymać do końca dnia, aby pod osłoną nocy uciec z tej kamienicy, dzielnicy, a także miasta aby dla nikogo nie stwarzać zagrożenia.
Gdy po raz kolejny pani Skarpetowska próbowała dostać się do jego mieszkania, swoje możliwości pokazały jego uszy, które w ciągu kilku godzin wydłużyły się, przewyższając czubek głowy. Niestety dzwonek przez który dzwoniła staruszka doprowadzał do bólu u chłopaka, który miał ochotę krzyczeć, a nie mógł teraz tego zrobić. Nie mógł zdradzić swojego położenia, choć czuł że Pani Skarpetowska podejrzewała go o pobyt w swoim mieszkaniu, ponieważ w innym wypadku nie ponawiałaby swoich prób tak często.
Gdy sąsiadka poszła do swojego mieszkania, Paweł będąc w najbardziej skrajnym pokoju słyszał każdy jej krok, oddech, dźwięk mechanizmów które zamykały dostęp do mieszkania sąsiadki. Niestety dokuczały mu także dźwięki z zewnątrz: pisk kół tramwajów, ryk silników przejeżdżających aut i autobusów, szczekania psów oraz piski kociaków w oddalonym podwórku. Natłok dźwięków w każdej chwili był coraz większy, przez co chłopak miał poczucie, że zwariuje, aż w końcu rzucił się na podłogę, zakrywając rękoma najbardziej jak mógł swoje nowe uszy, a w zanadto czekał już na wyostrzenie zmysł węchu, później zmysł wzroku.
~*~
Marta lubiła przychodzić do swojej przyjaciółki Karoliny, ale w ciągu ostatniego miesiąca robiła to z coraz mniejszą ochotą. Kochała ją nad życie, skoczyłaby za nią w ogień, ale po wypadku tego chłopaka zachowywała się dziwnie. Na każdym spotkaniu wracała do wydarzeń z przed miesiąca. Próbowała za wszelką cenę przypomnieć co dokładnie Pawłowi się stało, ponieważ nie wiedzieć czemu oby dwie dziewczyny niczego nie zapamiętały i miały w pamięci białą plamę. Z każdym kolejnym widzeniem dziewczyna przedstawiała coraz bardziej absurdalne teorie, które według Marty są jeszcze gorsze od tych dotyczących zamachu na WTC ustawionego przez włądze USA oraz istnieniu Illuminatów lub Masonów. Nieraz miała ochotę walnąć swojej przyjaciółce, aby ta wróciła na ziemię. Może nie zrobiła tego, ponieważ za bardzo ją sobie ceniła. Z resztą przez ostatni miesiać siebie już też kilkukrotnie złapała na wierze w te brednie, jak ona sama często twierdziła.
Gdy tylko zobaczyła Karolinę na progu niewyróżniającego się w żaden sposób jednorodzinnego domu, zauważyła u niej ten złowieszczy uśmieszek, który dla niej oznaczał tylko jedno: nową teorię.
- Niech zgadnę, kolejną teorię wygrzebałaś z nie wiadomo skąd. - Powiedziała z wielką niechęcią w głosie.
- Marta, najpierw to byś się przywitała, a nie! - Skarciła ją Karolina.
- Czyżby Ujazdowska wróciła do normalności?
- Haha, chciałabyś. Trzeba udawać na zewnątrz normalną, aby działać skutecznie w konspiracji.
- A już myślałam, że wszystko wróciło do normy, że zapomnimy o tym chłopaku, o całym tym przykrym zdarzeniu. Niestety, ty nadal drążysz temat.
- Po pierwsze primo. - Mówiąc to spojrzała srogo na Martę. - Marudzisz, choć jeszcze nie wiesz o co chodzi.
- Ja już dobrze wiem o co.
- Po drugie primo: To co usłyszysz zwali Cię z nóg. - Marta chciała już coś powiedzieć, ale gdy tylko spojrzała na swoją przyjaciółkę, wolała póki co odpuścić.
- Po trzecie primo: Nie możemy o tym rozmawiać tutaj, tylko wchodzimy do środka. Na szczęście nikogo nie w domu i można spokojnie porozmawiać. Po czwarte: Wyłącz komórkę.
- Teraz to już całkiem zwariowałaś. Tobie powinni odciąć wszystkie możliwe łącza, abyś nie miała dostępu do tych głupot.
- Skomentuję krótko: Wchodź, nie marudź. No i najlepiej by było gdybyś wyjęła baterie.
- No zwariowała. - Chrząknęła dziewczyna i weszła do domu przyjaciółki.
W domu państwa Ujazdowskich tak samo jak na zewnątrz nie było widać przepychu. Budynek składał się z 5 pokoi, jednej kuchni i dwóch łazienek. Karolina swój pokój miała na poddaszu. Oprócz tego pomieszczenia, mieściła się tu także jedna z łazienek. Jej pokój, nie był może zbyt ogromny, ale spokojnie zmieściła tutaj małą garderobę, segment, duże łóżko, biurko oraz telewizor. Martę od zawsze zastanawiało po co jej przyjaciółce tak duże łóżko, Może było ono tak duże, aby zmieścić Karolinę oraz jej ciuchy. Nie była to dziewczyna, która przykładałaby jakąś wielką uwagę do porządku.
Gdy obydwie weszły do pomieszczenia, dziewczyna podeszła do okna i opierając się o parapet była wpatrzona w las, który był za jej oknem. Patrząc tak przez kilka dobrych chwil, rozmyślała jak rozpocząć, aby Marcie przekazać wiedzę, którą posiadła w ciągu zaledwie kilku dni. Nie łatwo przekazuje się informację, która mówi o istnieniu istot nadprzyrodzonych oraz o tym, że było się świadkiem połączenia dusz i nadaniu możliwości przemiany się w jedną z nich.
~*~
Na zegarach dochodziła godzina 18:00, a na zewnątrz pomimo pory roku jaką było lato , panowały egipskie ciemności. Te ciemności panowały także w mieszkaniu Pawła, choć on radził sobie z nimi dość dobrze. Nie było to nic dziwnego, ponieważ jego oczy przeszły już transformację i nie tylko one. Do kompletu dochodziły wcześniej już wspomniane uszy, a także nos, stopy składające się z przedłużonych palców na których chłopak mógł tylko stać, ogon oraz trochę sierści w okolicy brzucha. Jego wzrost uległ zwiększeniu poprzez wydłużone kończyny dolne oraz korpus. Tylko trochę mu brakowało, aby dotknąć rękoma sufit, który w tego typu kamienicach był dość wysoki.
Od około dwóch godzin jego ciało nie przechodziło dalszej transformacji, więc spokojnie mógł usiąść przed komputerem i tylko z małym trudem odpalić Google Maps. Zaczął pomału wytyczać drogę ucieczki z miasta. Miał tylko dwie drogi. Jedną z nich była ucieczka przez lasy na Stogach, z których mógł dostać się później do Przejazdowa. To rozwiązanie posiadało dwie wady: Chłopak musiałby dwa razy przepłynąć na drugi brzeg przez rzekę, a on nie umiał pływać. Drugim rozwiązaniem była ucieczka przez plażę do Gdynii, a stamtąd przez Trójmiejski Park Krajobrazowy pójście w dalszą drogę.
Z rozważań na temat wyboru wariantu ucieczki wyrwał go boleśnie dzwonek do drzwi. Postanowił do nich bliżej podejść.
~*~
- Ty na prawdę zwariowałaś. - Krzyczała na Karolinę Marta. - Ja myślałam, że poprzednie teorie były szalone, ale teraz przeszłaś samą siebie.
- To nie jest teoria, to jest prawda. Wszystko się zgadza. - Odpowiedziała przyjaciółce dziewczyna, patrząc na nią spode łba.
- Ty wiesz o czym Ty mówisz. Tamte poprzednie teorie były na swój sposób prawdopodobne.
- Ile razy mam ci powtarzać, że to nie jest teoria?!
- Jak tam uważasz, ale twierdzisz coś co nie istnieje w realnym życiu. Są to tylko historie z zacofanych czasów, którymi było średniowiecze oraz z porąbanych filmów.
- Marto, czy możesz dopuścić myśl, że to istnieje? Wiem, że jest Ci trudno przyswoić te fakty, ponieważ ja też miałam na początku wątpliwości. Nie mam już ich, ponieważ wszystko ułożyłam sobie do kupy. Wszystko jest tak jak tu napisali.
- Nie potrafię przyjąć tego do wiadomości. Skąd wytrzasnęłaś tą porąbaną książkę?
- Od koleżanki mojej kuzynki z Warszawy. Ona bardzo interesuje się takimi rzeczami i dzięki niej doszłam do prawdy o wiele szybciej niż sama bym to zrobiła.
- Już wciągnęłaś kolejną osobę. Jeszcze ktoś pomyśli, że zwariowałaś.
- Spokojnie, ona nic nie wie. Po prostu, coś tam na ściemniałam jej.
- Uff. Teraz lepiej mi powiedz co się niby zgadza z tym czymś.
- Po pierwsze takie osoby na samym początku nieświadomie luzują swoje zachowanie. Rozmawiałam z Michałem o Pawle i twierdzi on, że tego dnia pierwszy raz widział go tak wyluzowanego i bawiącego się. Doskonale komunikował się z innymi, co miał zawsze z tym jakiś problem.
- Ze mną jakoś tak nie potrafił. - Stwierdziła z rozczarowanie Marta.
- Akurat z tobą to ciężko cokolwiek. - Przewróciła oczyma. - Wracając: Jeśli człowiek dochodzi do miejsca w którym ma rozpocząć się walka, są zakłócenia w polu magnetycznym i nie tylko. Potwierdzają to wszystkie nasze urządzenia elektroniczne, które chwilę przed pustką w naszej pamięci przestały działać.
- A czemu nic z tego nie pamiętamy?
- Według tej książki, gdy jakimś cudem znajdą się w pobliżu jakieś osoby trzecie, nie pamiętają one zdarzenia.
- A obrażenia, które otrzymał ten chłopak. Kto je zadał.
- Jego brat bliźniak, w wilczej skórze, a raczej już duszy. Powiadania głoszą, że podczas narodzin dusza zostaje podzielona na pół i jedna trafia do ciała ludzkiego, a druga do zwierzęcia. Gdy jeden z braci umrze, to drugi właśnie go spotyka. Muszą oni stoczyć pomiędzy sobą walkę, aby ich dusze mogły ulec połączeniu. Aby do tego doszło, żyjący brat musi otrzeć się o śmierć.
- Im więcej mówisz, tym bardziej mam przeczucie że to nie jest prawdopodobne.
-Ja odnoszę inne wrażenie i wiem, że mam rację. Ostatnią rzeczą jest regeneracja. Paweł bardzo szybko się wygrzebał.
- Powiedzmy, że ci wierzę, choć nadal uważam, że zwariowałaś. Co zamierzasz z tą wiedzą zrobić?
- Chcę się z nim spotkać.
- Co?! - Marta, aż wstała z łóżka i patrzyła z niedowierzaniem na przyjaciółkę. Chcesz mu tak powiedzieć, od tak?
- Nie będzie tym zszokowany, może się zdziwić, że ja odkryłam jego sekret.
- Chcesz powiedzieć, że wie?
- Raczej tak, z tego co wyliczyłam to najpóźniej dzisiaj się dowiedział.
~*~
Paweł oparł się o drzwi wejściowe i nasłuchiwał. Za drzwiami stała sąsiadka i dzwoniła do jego mieszkania. Chłopak myślał, że zaraz wykituje od tego dźwięku. W pewnej chwili sąsiadka przestała dzwonić i nastała cisza. Paweł słyszał bicie swojego serca oraz serca swojej sąsiadki. Nagle sąsiadka zaczęła mówić w jego głowie:
- Paweł, wiem że tam jesteś. Wiem także czym teraz się stajesz. Proszę, otwórz drzwi.
- Skąd wiesz, że Paweł to ja, może to nie Paweł, tylko przypadkowa osoba.
- Nie wygłupiaj się. Myślisz, że to twój sekret i utrzymasz go od tak w tajemnicy. Myślisz, że będziesz tak żył, albo uciekniesz i sprawy nie będzie. Niestety nie da się tak, potrzebujesz pomocy, sam sobie rady nie dasz.
- A może ja tak chcę?
- Tu nie ma, że chcesz lub nie. Musisz, a przynajmniej do czasu ostatecznej transformacji. Otworzysz? - Paweł bez żadnego słowa, a bardziej myśli wstał z podłogi i ostrożnie otworzył drzwi, rozglądając się aby nikt oprócz sąsiadki go nie zobaczył.
- No widzisz, a teraz usiądziemy i cię wdrożę w nowy świat...
~*~
Las w Otominie, czas po ataku na Pawła.
Duch wilka stał przed chłopakiem, który leżąc na ziemi tracił przytomność, a wraz z nią dużą ilość krwi. Wiedzieli, że ich spotkanie dobiega końca i to co muszą załatwić to mają ostatnie chwile na to.
- Paweł, ostatnia rzecz zanim się złączymy. Z tego co wiem to o tobie bardzo szybko dowiedzą się trzy osoby. Nie ważne kto to będzie, ponieważ sam tego nie wiem, ale jest coś czego nie możesz zrobić.
- Co? - Zadał pytanie ostatkami sił chłopak.
- Nie możesz nikomu powiedzieć o naszej rozmowie. Nawet tej osobie, która odkryje oficjalnie prawdę. Ktoś ma wobec ciebie złe zamiary, a nasza rozmowa jest kluczem do drzwi którymi tą osobę wpuścimy, a następnie je za nią zamkniemy. Trzymajmy się naszej umowy, a wyjdziemy z tego cało.
- Ok. Czuję, że zaraz wykituje.
- To oznacza, że nadszedł czas abyśmy się złączyli. Do zobaczenia...
~*~
- Dawaj doktorku, róbmy co należy.
- Nie wiem do czego to służy.
- Nie zastanawiaj się, za to ci nie płacę kupę forsy. Ważne, aby to połączenie dwóch światów działało idealnie. Zdziwią się, że sekret dopiero uzyskany, będzie szybko rozgryziony przeze mnie.
-----------------------------------------------
W końcu udało mi się go napisać. Bardzo Was przepraszam za tak ogromną zwłokę, ale dużo się działo, a później przez pracę brakowało czasu. Na szczęście zmotywowałem się i dziś ten rozdział ukończyłem. Bardzo możliwe, że zawiera trochę błędów, ale je w ciągu kilku dni postaram się je wyłapać.
Podczas mojej nieobecności, zdążyłem złapać kilka ochrzanów z Waszej strony (słusznie), Google+ zmienił politykę nazw i mogłem zmienić nazwę profilu na ........ Była to ostatnia zmiana nazwy w mojej historii, a było ich chyba łącznie 5.
Co do rozdziału jeszcze: Zostawiłem sobie kilka furtek i teraz muszę się zastanowić jak je wykorzystać. Na szczęście to nie będzie zakłócać bodajże dwóch/trzech najbliższych rozdziałów.
Na koniec chciałbym jeszcze polecić http://w-blaskuksiezyca.blog.pl/. Może nie jest to opowiadanie wysokich lotów (mówi to ktoś, kto także takiego nie posiada :D), ale przyjemnie się czyta, a dziewczyna postępy robi :)
Pozdrawiam i jeszcze raz przepraszam za zwłokę.
sorka, nie mialam czasu wczesniej skomentowac... ale przeczytalam od razu.
OdpowiedzUsuńze sasiadka sie domysli, to bylam pewna, ale ze jakis lekarz (powiedzmy, ze tylko lekarz...) i Karolina - na to nie wpadlam. myslalam, ze (kurcze, ile powtorzen tego 'ze') przemiana bedzie bardziej gwaltowna. w sumie kazdy wyobraza to sobie inaczej, wiec ok ;) ciekawa jestem co pani Skarpetowska opowie Pawłowi.
p.s. jakos nie moge sobie wyobrazic Pawla z ogonem, sierscia, uszami, nosem i pewnie oczami wilka, siedzacego przed... komputerem xD widok bezcenny hehe
Powiem tak: Może źle to opisałem i dlatego :(.
UsuńPatrząc na Twój komentarz to jeszcze nieraz Cię zaskoczę, np. w kolejnym rozdziale :)
Yay, opko o Trójmieście, aż nie wierzę :D. Jeszcze tu wrócę :D.
OdpowiedzUsuńPostanowiłem być oryginalny i umiejscowiłem akcję w miejscach które dobrze znam ;). Nie lubię gdy opowiadanie dotyczy jakiegoś miejsca w USA lub Kanadzie, to jest trochę dla mnie dziwne. Czytając od kilku lat blogi, na prawdę ciężko znaleźć coś umiejscowionego w Polsce.
UsuńA tak poza tym to witaj i cieszę się, że jeszcze wrócisz :p
Pozdrawiam :)
Dlatego już Cię lubię za moje Trójmiasto :D. Ja z kolei zwykle unikam opowiadań, których akcja rozgrywa się w Polsce, czytając wolę raczej uciec stąd niż tkwić w szarej rzeczywistości :P. Ale wrócę, już mam w linkach, ale (jak to ze mną bywa) nie mogę obiecać, kiedy to będzie :).
UsuńWeny :).
Tą szarą rzeczywistość można fajnie wykorzystać, tylko szkoda że ona istnieje...
UsuńDzięki :)
Roboczy tytuł kolejnego rozdziału: Wprowadzenie do nowego życia - teoria.
OdpowiedzUsuńJak Wam się podoba? Może jakieś inne propozycje ;)
wiesz... nie znajac tresci nie moge ci doradzic tytulu... chyba ze... skoro to teoria i jesli potraktujesz to w formie punktow, to ktorys punkt mozesz zawrzec w tytule - pierwszy, ostatni.... ale jak mowie zalezy to od tresci :)
UsuńAktina 5373: To nie będzie w formie punktów ;)
Usuńwiem, ze nie bedzie
Usuń1. coc tam
2. ...
3. ...
...
chodzi mi, ze jak ktos mowi... po pierwsze musisz, po drugie pamietaj itd.
tytul wybierasz ty ;) to ty znasz swoje plany. weny zycze ;)
OdpowiedzUsuńSuper rozdział! Łatwo mi się go czytało i bardzo mnie zainspirował. Życzę duuuużo weny! :*
Śmierć przyjdzie po każdego. Można tylko opóźnić lub przybliżyć jej proces. Lecz nikt nie pozna dokładnej daty, oprócz trybuta.
Sam została wybrana przez własnych sąsiadów z Dystryktu Ósmego i musi stanąć do wali o swoje życie mierząc się z potężnymi przeciwnikami nie tylko na arenie Igrzysk, ale i w realnym świecie. Cały czas musi być czujna, gdyż nigdy nic nie wiadomo o zamiarach Organizatora Pierwszego Ćwierćwiecza Poskromienia.
,,Spodziewaj się niespodziewanego." - Jeramin Lewerto
Serdecznie zapraszam do siebie: http://igrzyska-25.blogspot.com
Dziękuję, zajrzę i pozdrawiam :)
UsuńZostałeś nominowany do Libster Blog Award!!!! Gratulacje! Więcej info na moim blogu (guardian-of-people.blogspot.com) :D w "nominacje"
OdpowiedzUsuńCzekam na nowy rozdział :)
Dzięki wielkie Oliwia :)
UsuńTym razem postanowiłem zrobić wyjątek i przyjąć nominację :)